Nadzieja w kształcie dziecięcych łez

Wczorajsze łzy po porażce Polaków rozpuściły biało-czerwone barwy na niejednym policzku. Może nie płakali dorośli, choć nie dam sobie za to uciąć ręki, ale na pewno płakały dzieci. Dzieci, które będąc przekonane o wielkości reprezentacji Polski poczuły się tak, jak wielu innych podczas poprzednich turniejowych wtop.

Jadąc metrem dojrzałem młodego chłopca, mógł mieć z 7-8 lat. Czytał jedną z książek o reprezentacji powstałą na potrzeby mundialowego szaleństwa. Na okładce Błaszczykowski, na twarzy dziecka grymas. Nie sposób było dostrzec radości czy entuzjazmu, ale nie ma się co dziwić – jego idole, herosi, bohaterowie bajek czytanych na dobranoc, zawiedli. Zawiedli rozpalone serce i umysł tego oraz miliona innych dziewcząt i chłopców. W zrezygnowanej minie towarzysza mojej podróży dostrzegłem obraz mojego pokolenia sprzed sześciu, dwunastu i szesnastu lat.

Pokolenia, które jarało się Olisadebe i w zamian za to dostało obuchem w łeb podczas mundialu w Korei i Japonii. Pokolenia, które wierzyło, że w 2006 roku ogramy Ekwador i Kostarykę, czym zapewnimy sobie wyjście z grupy. Pokolenia, które nie wyobrażało sobie zdobycia dwóch punktów w najsłabszej grupie Euro 2012, rozgrywanego na własnej ziemi.

Trzykrotnie wielką imprezę poprzedzało wielkie szaleństwo.
Trzykrotnie powtarzano nam, że teraz jesteśmy gotowi, że nie popełnimy błędów sprzed lat, że teraz się uda. Trzykrotnie nadzieja rozpalała serca milionów.

I trzykrotnie wszystko to jak krew w piach.

Jako kapitan chcę, by reprezentacja zagrała w Rosji dobry turniej, by wszyscy byli z niej dumni. A jak będzie, zobaczymy. Na mundialu o wszystkim może zdecydować jeden mecz. ~Robert Lewandowski

Dla wspomnianego chłopca porażki z Koreą, Ekwadorem, czy Czechami to, jeśli w ogóle ma o nich jakiekolwiek pojęcie, jakaś odległa przeszłość, wydarzenia dawno wyrzucone na śmietnik historii. Dla niego liczy się tu i teraz, liczy się porażka z Senegalem. Nie pamięta, jak strzelano nam bramki z autu, jak bito nas na Dalekim Wschodzie, jak Jiracek wyrzucał nas z Euro. Ale zapamięta samobója Cionka, zapamięta błędy Krychowiaka, Bednarka i Szczęsnego.

Zapamięta słowa Lewandowskiego i jeśli mundial (tfu, tfu) zakończy się dla nas po fazie grupowej, to przesłanie kapitana wbije mu się w umysł, odciśnie piętno i zawsze będzie mu przypominać o tym, że został oszukany. Będzie o tym mówił za cztery, sześć, dwanaście, szesnaście lat…

Chyba że polscy piłkarze przegonią demony przeszłości, że wyłamią się z klasycznego schematu meczu otwarcia, meczu o wszystko i meczu o honor. Że powalczą nie tylko o trzy punkty w meczach z Kolumbią i Japonią, ale także o powrót uśmiechu na twarze milionów dzieci, tak zafascynowanych Lewandowskim, Grosickim i Milikiem. Potknięcie? Może się zdarzyć. Dzieci szybko wybaczają. Ale trzeba im to wynagrodzić. Zwycięstwami.

Dzieci mają nadzieję. Ale póki co płaczą.

Kolombo


Komentarze