Mundialowy Top Wszechczasów: adidas

Historia mundiali to niezwykła opowieść pisana przez niezwykłych ludzi – piłkarzy. Każdy z nich, poza swoimi umiejętnościami, miał coś, dzięki czemu mógł zaczarować swoich rywali. 

W naszym krótkim cyklu przedstawimy Wam trzy mundialowe ekipy wszechczasów, a kluczem ich doboru będzie sponsor, który dbał o jak najlepszy sprzęt dla zawodnika oraz, przyznamy to szczerze, nasze subiektywne sympatie i antypatie. Zaczniemy od niemieckiego hegemona z Herzogenaurach – adidasa. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że większość piłkarzy w tym zestawieniu to Europejczycy, głównie Niemcy, wszak ten producent jest popularny zwłaszcza na Starym Kontynencie.

Bramkarz

Już na samym starcie mamy sporą zagwozdkę. Do miana najlepszego bramkarza ze stajni adidasa z piękną mundialową kartą moglibyśmy zakwalifikować wielu goalkeeperów, wystarczy wspomnieć chociażby Oliviera Kahna, jednak nasz wybór postanowiliśmy ograniczyć do hiszpański-niemieckiej dwójki – Ikera Cassilasa i Manuela Neura. Obaj mają na swoim koncie złote medale, obaj w mistrzowskich turniejach sięgali po indywidualne wyróżnienie – Złote Rękawice. Koniec końców zdecydujemy się na Niemca, który na swoim koncie zgromadził więcej medalowych krążków.

Linia obrony

Formacją defensywną naszego topu wszechczasów będzie dowodził, rzecz jasna, Franz Beckenbauer. Legendarny Kaiser w międzynarodowym futbolu zgarnął wszystko, co było do zgarnięcia. Złoto mundialu w 1974, brąz cztery i srebro osiem lat wcześniej. Jakby ktoś jeszcze potrzebował uzasadnienia to sięgnął po triumf także jako trener, w roku 1990. Miejsce obok niego zajmie piłkarz, który w swojej ojczyźnie ma podobny status, jak Beckenbauer. Bobby Moore, bo o nim mowa, poprowadził Anglików do jedynego jak do tej pory triumfu na mundialu. W 1966 roku był kapitanem i kluczową postacią zespołu, który sięgnął po trofeum Jules’a Rimeta. Gdyby tylko angielska kadra dysponowała defensorem o umiejętnościach i charyzmie Moore’a można by przypuszczać, że jest jednym z faworytów. Niestety, bądź stety, kogoś takiego w reprezentacji Synów Albionu próżno szukać. Do dwójki mistrzów świata dołącza trzeci,  Francuz Marcel Desailly, który wraz ze swoimi nieśmiertelnymi Predatorami sięgnął po złoto w swojej ojczyźnie, podczas mundialu w 1998 roku.

Linia pomocy

W środku pola zobaczymy plejadę gwiazd. Czwórka, którą zaproponujemy, jest na tyle uniwersalna, że z pewnością poradziłaby sobie na każdej pozycji w drugiej linii. Pierwsze z czterech miejsc zajmie sir Bobby Charlton. Do spółki z Moorem poprowadzili Anglików do zwycięstwa w 1966, a 4 lata później, mimo iż Wyspiarze odpadli w ćwierćfinale, znalazł się w najlepszej jedenastce turnieju. Obok niego Niemiec, dwukrotny medalista mundialu – Michael Ballack. Wychowanek Bayeru Leverkusen dwa razy otarł się o złoto i dwa razy musiał obejść się smakiem. Niezależnie od tego jest to piłkarz, który w najnowszej historii futbolu zapisał się złotymi zgłoskami. Dwa pozostałe miejsca w pomocy zajmą Francuzi, Michel Platini i Zinédine Zidane. Choć temu pierwszemu nie udało się nigdy sięgnąć po medal z najcenniejszego kruszcu, to dwa razy znajdował się w drużynie marzeń turnieju – w roku 1982 i 1986. „Zizou” z kolei to legenda mundiali, w 1998 zapewnił Trójkolorowym triumf praktycznie w pojedynkę rozbijając Brazylijczyków. Osiem lat później, po turnieju, który w jego wykonaniu ocierał się o perfekcję, został zapamiętany nie tyle, jako srebrny medalista, co jako ten, który powalił Materazziego.

Linia ataku

Tutaj mamy prawdziwy kłopot bogactwa. Trójka napadziorów, których desygnowaliśmy do pierwszej jedenastki z pewnością byłaby w stanie rozmontować niemalże każdą, nawet najlepszą defensywę. Zaczniemy od wyboru najmniej oczywistego, bo miejsce na lewym skrzydle zajmie Rob Rensenbrink, Holender, znany także jako kolega Cruyffa. Nigdy nie był w stanie wyjść z jego cienia, jednak dwukrotnie znalazł się w drużynie gwiazd turnieju – w roku 74 i 78. Pozycję klasycznej „9″ zajmie Gerd Müller – kat Polaków ze słynnego (wznosimy się na wyżyny naszego braku błyskotliwości) meczu na wodzie z roku 1974. Król strzelców z turnieju w Meksyku w roku 1970. Prawdziwy lis pola karnego, prototyp Filippo Inzaghiego. Jedenastym piłkarzem naszej ekipy marzeń spod szyldu adidasa jest rekordzista pod względem liczby bramek zdobytych w jednym turnieju – Francuz, który w 1958 roku przyćmił wschodzącą gwiazdę Pelé – Just Fontaine. 13 goli strzelonych w sześciu spotkaniach to wynik na dzisiejsze realia nieosiągalny, do którego nikt nawet nie zdołał się zbliżyć – najbliżej był wspomniany Müller.

A tak nasza jedenastka przedstawia się na papierze. 

Nie zgadzacie się z nami? Macie inne typy? Piszcie w komentarzach!

Kolombo

Komentarze